26 sierpnia 2013

Faza druga: Rozdział XIV

  muzyka #1
   Sierra szybkim pchnięciem, pozbawia nieprzygotowanego na to chłopaka równowagi. Zaskoczony upada z impetem, a towarzyszy mu przy tym jęk zdumienia.
- O kurwa! Matt! Cholera jasna! - krzyczy Sierra łapiąc w garść kępki swoich blond włosów.
- Zrobiłem coś nie tak? Za szybko? Przepraszam, po tym jak mnie tu zaciągnęłaś, wiesz, nie mówię, że to było złe, ale pomyślałem... - dziewczyna zatyka drżącą dłonią usta.
- Nie, nie. Matt... to... to jedno wielkie nieporozumienie, ok? Za dużo wypiłam i...
- Sierro, wypiłaś zaledwie trzy drinki. - Ostrożnie przysuwa się w jej stronę. Dziewczyna przeczesuje zmierzwione włosy palcami i nerwowo przygryza wargę.  - Nie wyglądasz na taką, ze słabą głową. A wierz mi, gdybym uznał cię za pijaną, nie tknąłbym cię palcem. - Blondynka wlepia wzrok w podłogę. Wysoka sylwetka majaczy w półmroku. - Dobrze wiem, że nie o to chodzi. - Zbliża się do niej i powoli kładzie ciepłe ręce na biodrach. - Sierro, jest w tobie coś takiego... Podoba mi się to, okay? Ty mi się podobasz. - mruczy jej do ucha. - Źle ci było, Sierro? Nie czułaś się dobrze, kiedy robiłem to? - Składa krótki pocałunek na linii jej szczęki. - Albo to? - Zasysa wrażliwą skórę tuż pod jej uchem. - A gdy robiłem to, mruczałaś jak mała kotka. - szepcze z ustami przy jej gorącej skórze. Sierra czuje, jak język chłopaka wyznacza wilgotne ścieżki kierując się wprost do zagłębienia u nasady jej mostka.
   Wie, że to złe. Wie, że powinna go odepchnąć i dać mu w twarz. Ba! Powinna poczęstować go swoim najlepszym prawym sierpowym.
   Lecz cóż poradzi na to, że jest jej tak dobrze?
   Czuje, że każdy skrawek jej wrażliwej skóry, pokrywa gęsia skórka.
   Mimowolnie wplątuje dłonie w miękkie, sprężyste włosy chłopaka, poskręcane zupełnie jak...
- Matt. Matt, proszę cię, przestań. - piszczy i zaczyna wiercić się pod naporem chłopaka, lecz ten jedynie przyciska ją jeszcze mocniej do ściany. - Matt, proszę cię, puść mnie! Zacznę krzyczeć! - Jej oczy zabiegają łzami. Postanawia obrać inną taktykę.
- Matt, ja mam chłopaka, rozumiesz? Jestem z twoim kuzynem, cholera! Jeżeli on się dowie, to...
   Sierra głupieje, kiedy reakcją chłopaka, zamiast odskoczenia w najdalszy kąt z miną przerażenia i kompletnego zaskoczenia, jest intensywne drżenie klatki piersiowej.
   Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę, że chłopak się śmieje.
- I co ty myślisz? Że wparuje tu i cię obroni? Obije mi twarz, po czym wsiądziecie na białego rumaka i on wreszcie wyzna ci miłość? Bo tego jeszcze nie zrobił, prawda?
- Ja... ja go kocham. - chciała, że by to zabrzmiało dojrzale i stanowczo. Zabrzmiało jak pięciolatka kłócąca się z innym dzieciakiem o wybór zabawki.
- Dziewczyno, nawet nie jesteście razem! - Kiedy zaczynała protestować, on tylko mocniej przycisnął ją do ściany, więc dała sobie spokój - Dobrze wiem, że nie, Sierro. Muszę ci o czymś powiedzieć, mała. Mój kochany kuzyneczek jest niezłym aktorem, wiesz? Lubi takie słodkie małolaty. Lubi się bawić. - Sierra zaciska powieki.
   Podpuszcza cię, rozumiesz? Chce, żebyś dała za wygraną. 
   Nagle ogarnia ją gniew.
- Ty perfidny, niewyżyty chuju! Ty jebany...
   Kiedy napór chłopaka nie maleje, zaczyna okładać drobnymi piąstkami jego szerokie plecy i drzeć się jak najgłośniej tylko potrafi.
   Gdy struny głosowe odmawiają jej posłuszeństwa, a jedynym dźwiękiem na który potrafi się zdobyć to wysokie skrzeki, kiedy już zaczyna poddawać się blond chłopakowi...
   Zauważa kolorową smugę światła tańczącą wesoło na podłodze.
- Słyszałem krzyki i... o cholera. - Sierra szarpie się mocno, wykorzystując element zaskoczenia i na sekundę udaje jej się uwolnić na kilka centymetrów od buchającego ciepłem (i potem) chłopaka.
- Lou! Louis! - piszczy słabym głosikiem.
- Sierra? Sierro, to ty? Cholera, wszędzie cię szukamy! Matt, do kurwy nędzy odsuń się od niej, albo nie ręczę za siebie! - Louis zaczyna nerwowo drzeć się na chłopaka.
   Matt wzdycha głęboko i po chwili odsuwa się od niej.
   Jednak kiedy drżącymi nogami wykonuje pierwszy krok, on brutalnie chwyta ją za ramię.
- Zapamiętaj sobie to, co ci powiedziałem, ślicznotko. I... do następnego spotkania. - Ledwo go słyszy, przez przesączone przekleństwami i różnego rodzaju obelgami wrzaski Louis'a.
  Kątem oka zauważa, że Matt, oparł się o ścianę i nonszalancko wściubił ręce do kieszeni. Pewnie by się zdenerwowała i to nieźle, ale po prostu nie ma siły. Najchętniej położyłaby się w łóżku, okryła kołdrą, wtuliła w swojego maskotkę-króliczka i...
- Sierro, uważaj.  - Zdezorientowana spogląda na to zaciskającego, to rozluźniającego szczękę bruneta.
   Dopiero po chwili kojarzy, że wskazuje na jej nogi. Zaplątała się w kable elektryczne. Schyla się, żeby uwolnić tenisówkę z wnyków... i nagle świat zaczyna nienaturalnie przechylać się pod różnymi kątami.
   Słyszy, że chyba Louis skoczył w jej stronę. Oho! Złapał ją za ramię. Czyli balansowała równie dziwacznie jak reszta świata, stwarzając niebezpieczeństwo upadku na zimną posadzkę.
   Chyba Matt także ruszył jej na ratunek, bo tuż przy jej uchu rozlega się dudniący głos Louis'a.
- Stój gdzie stoisz, Selley! Jeden ruch a twoje jaja znajdą się...
- Lou, niedobrze mi... - mamrocze cicho dziewczyna.
- Co? Sierro, nie mów mi, że będziesz rzygać. Nie teraz, dobra? Zaraz stąd wychodzimy.
   Szarpie ją do przodu, ale kiedy zauważa, że nogi Sierry zdecydowanie odmawiają posłuszeństwa, podcina je i z impetem unosi do góry. Kiedy zauważa zielonkawy odcień jej skóry dodaje
- Młoda, to moja ulubiona koszula. Błagam wstrzymaj się jeszcze chwilę, co? - mówi wręcz błagalnym tonem. Dziewczyna stara się pokiwać głową, lecz to jeszcze pogarsza sprawę, więc ogranicza się jedynie do uniesienia kciuka.
   Spodziewa się nagłego uderzenia muzyki, basów i świateł. Lecz nic takiego się nie dzieje, więc spogląda zdziwiona na chłopaka.
- Lou, gdzie my idziemy?
- Co? A tak, wyjdziemy tylnym wyjściem. Chyba nie chcesz, żeby cię zobaczyli w takim stanie, co? - śmieje się nerwowo. - Zadzwonię po taksówkę i odwiozę cię do domu. Nie martw się, nie musisz mi za nią zwracać. Wiesz, jestem dżentelmenem. - Sierra zdobywa się na słaby uśmiech.
- A co z twoją dziewczyną? - Ups, chyba wkroczyła na pole minowe tym pytaniem. Wargi chłopaka zaciskają się w wąską linię. Nawet nie wiedziała, że tak się da.
- Em, Eleanor, ona... ona śpieszyła się do domu. Nie będzie miała nic przeciwko, uwierz. - Czy w ostatnim zdaniu Sierra wyczuła nutkę goryczy?
   Sierra postanawia zmienić temat.
- Lou, po co wydawać pieniądze na taksówkę? Danielle ma prawo jazdy, prawda? Mogłaby mnie odwieść i...
- Podczas twojej, eee... nieobecności, wypiła kilka drinków, Sierro. A po za tym, jasne Dan jest krzepką babką, ale nie sądzę, że w szpilkach dałaby radę dowlec cię do domu. Nie zrozum mnie źle, mała, nie mówię, że jesteś gruba, no ale sama rozumiesz.
   Sierra chichota głośno.
   Zamiatacze już przeszli ulicą, kiedy oni byli w klubie, i teraz cała ulica lśni od oleistej wody. Sierrze podoba się ten widok. Lou jednak chyba nie zwraca na to uwagi. Pomaga usadzić jej się na murku i zaczyna rozglądać nerwowo za żółtym pojazdem, co jakiś czas wykonując prędkie telefony.
   Louis znowu macha ręką, kiedy z mgły wyłania się żółty samochód. Tym razem taksówka zatrzymuje się z piskiem na rogu, a kierowca trąbi.
– Nareszcie! - Louis pomaga jej się podnieść i otwiera przednie drzwi, aby wpakować tam Sierrę.
- Chłopie, jak ta mała ma zamiar haftować, to niech siądzie z tyłu. Wolałbym nie mieć zarzyganej deski rozdzielczej. Rozumiesz, mam jeszcze kursy. - mówi kierowca i macha niecierpliwie na dwójkę.
- Tak, jasne. - chłopak otwiera drzwi samochodu i wślizguje się na tylne siedzenie pokryte skajem, pociągając za sobą dziewczynę.
   Sierra mimowolnie kładzie głowę na jego ramieniu i przymyka oczy. Wciąga znajomy zapach londyńskiej taksówki cuchnącej starym dymem papierosowym, skórą i lakierem do włosów.
   Louis obejmuje ją ramieniem i głaszcze spokojnie po ramieniu.
   Podoba jej się ten gest. Oczywiście jako czysto przyjacielski. Na dziś za dużo ma wrażeń z "niewłaściwym odbiorem pewnych gestów".
– Jedziemy na Kensington – rzuca Louis do taksówkarza, a potem odwraca się do niej.
   W taksówce zapada cisza. Jedynie z radia wydobywa się kilka cichych, jazzowych taktów.
- Louis... - zaczyna w końcu Sierra. Czuje się zobowiązana do wyjaśnienia mu kilku spraw.
- Tak, mała?
- Po pierwsze, nienawidzę, kiedy tak do mnie mówicie, ok? - Dziewczyna drży pod wpływem gardłowego śmiechu chłopaka. Przełyka ślinę i oblizuje spierzchnięte wargi.
- Ja... ja nie chciałam tego, dobra? - szepcze.
- Dobrze o tym wiem, Sierro. Matt jest... specyficzny. - zgodnie kiwa głową. I wtula się jeszcze bardziej w ramię chłopaka.
- Sierro?
- Tak? - pyta zaspanym głosem.
– Wiesz, że możesz wszystko mi powiedzieć, tak?
   Sierra waha się, a potem skina głową.
   Sama nie wie czemu. Zna tego chłopaka dopiero od kilku dni, a do tego nie ma kompletnego pojęcia, dlaczego potrzebował się w tym upewnić.
– Jasne, Lou. Wiem, że mogę.
   Taksówka rusza w noc.

***

   Czuje, że żołądek podchodzi jej go gardła. Sierra zgina się i spektakularnie wymiotuje na ulice przed swoim domem.
- Cholera, Sierra! - Louis chwyta jej włosy i odsuwa z linii ognia. Obejmuje jej ramiona i prowadzi do trawiastego klombu państwa Lewis. - Jeżeli chcesz jeszcze wymiotować, to tutaj. Nie zostawiaj śladów. Przytrzymam cię.
   Jedną ręką zacieśnia uścisk wokół ramion, a drugim przytrzymuje włosy. Sierra próbuje się wydostać, lecz znowu wymiotuje... i znowu.
   W duchu zarzeka się, że już nigdy nie tknie alkoholu. Choć pewnie zmieni zdanie w następny weekend.
   Opiera się o kamienny płot państwa Lewis i czuje, że jej dłonie drżą. Wymioty są strasznie wyczerpujące.
- Już okay? - pyta brunet i ostrożnie ją puszcza.
- Przepraszam - bąka cicho w odpowiedzi.
- Za co? - Nie widzi jego twarzy, ale wie, że się uśmiecha.
- Za kłopot, za rzyganie. Lista jest długa.
- Każdy coś takiego przeżył, mała. Ja raz zasnąłem na krawędzi muszli, zaraz po tym, jak zarzygałem całą łazienkę. - obydwoje chichotają cicho.
   Kiedy Sierra czuje ponowny napływ mdłości, Louis zauważa to i obejmuje ją ramieniem.
- Ile wypiłaś, Sierro?
- Trzy, może cztery drinki - odpowiada żałosnym głosem.
- Masz słabą głowę, moja droga. - śmieje się i wkracza na kamienną dróżkę, prowadzącą wprost do wejściowych drzwi.
- T-to chyba nie to, Lou.
- Hm?
- Wcześniej uderzyłam się w głowę. - Jego twarz nabiera czerwonawej barwy.
- Selley? Matt cię popchnął? - cedzi przez zęby.
- Co? Nie! Jasne, że nie. Jestem trochę niezdarna, wywróciłam się. Napiję się czegoś, wezmę paracetamol i pójdę spać. Wszystko będzie okay. - Chyba jej uwierzył, ponieważ milczał aż do wkroczenia na pierwszy schodek prowadzący na werandę.
   Chwila, chwila. Czy rodzice na nią czekają? Poszli spać? Czy jej tata pracuje nad niedzielnym kazaniem i sprawdzi ją przed snem? Myśli przysłania jej mgiełka zamroczenia. Robi się jej nagle gorąco, a przed oczami błyszczą kolorowe smugi. Głowa zaczyna jej wirować, o kurczę... ma wrażenie, jakby ku jej twarzy zbliżała się podłoga. Ostatnie, co słyszy, nim dłonie Louisa zaciskają się na jej ramionach, to jego głośne przekleństwo.

***

   Jest bardzo cicho. Panuje półmrok. Czuje, że leży na twardym materacu i płaskiej, wypełnionej zbrylonym materiałem poduszce. Przy jej uchu coś niewiarygodnie irytująco brzęczy. Znaczy to chyba, że jeszcze żyje. Hmm... Otwiera oczy i przez chwilę spokojnie przypatruje się dziwnie znajomemu otoczeniu. Dopóki nie próbuje ruszyć głową, a jej czaszkę przeszywa ostry ból.
- Sierro? - Dziewczyna zaciska powieki. - Sierro, mam wezwać pielęgniarkę?
   Wypuszcza powietrze z głośnym sykiem.
   Otwiera ponownie oczy. Widok ma rozmazany. Ledwo rozróżnia podstawioną pod nos szklankę wody i dwie tabletki Advilu*.
- Lekarz zalecił, abyś to zjadła zaraz po przebudzeniu. - Woda smakuje jej lepiej, niż kiedykolwiek. Gasi pragnienie i łagodzi podrażnione gardło. - Już dobrze?
   Oblizuje spierzchnięte wargi i mruga kilkakrotnie. Każde zmuszenie powiek do zamknięcia sprawia, że czuje ostry ból tuż za oczami. Nie zniechęca się jednak. Kiedy powraca jej ostre widzenie, aż wzdycha z zaskoczenia.
- Zayn. - mówi cicho.
- Hej, mała. - uśmiecha się do niej. Włosy ma potargane, oczy lekko podkrążone, ale ani trochę nie odbiera mu to jego typowego, egzotycznego uroku.
   Nagle wracają do niej fragmenty wydarzeń minionej nocy. Picie – o cholera! wymioty – o kurwa! Matt i Lou - do chuja!
   Wzdryga się w duchu. Nie pamięta, jak się tu dostała. Ma na sobie szpitalną piżamę. Zdążyła się już zorientować, gdzie się znajduje.
- Lekarz mówił, że będziesz się czuć przybita i rozkojarzona. To wina wstrząsu. - Podnosi na niego zdziwiony wzrok. - Wstrząsu mózgu, Sierro.
- Och. - kiwa głową.
- Wiesz którego dzisiaj mamy? - pyta i przysuwa się do niej bliżej. Spogląda na nią podejrzliwie.
   Faktycznie. Czuje się tak przybita jak nigdy w życiu. Spogląda na swoją rękę i torebeczkę zawieszoną na metalowym haczyku. Mogłaby przysiąc, że to raczej wina morfiny, niż wstrząsu, ale z lekarzami nie powinno się spierać, prawda?
- Sierro?
- Ach, no tak. Dziewiętnasty sierpnia. - odpowiada z dumnym uśmiechem. Zayn marszczy brwi.
- Byłaś blisko, mała. Dwudziesty.
- Przespałam cały dzień? - pyta z niedowierzaniem.
- Półtora. - prostuje z uśmiechem i widząc jej zaschnięte usta, podaje jej ponownie szklankę wody. Dziękuję mu delikatnym skinieniem głowy.
   Nagle coś sobie uświadamia i aż krztusi się łykiem wody.
- O cholera, Zayn! Trzeba zadzwonić do moich rodziców, pewnie odchodzą od zmysłów! Ale nie mogą się dowiedzieć, że jestem w szpitalu. Zamordowaliby mnie!
- Sierro... tak właściwie to oni już o wszystkim wiedzą. - czuje, jakby ulatywało z niej powietrze. Mulat spogląda na zegar wiszący na ścianie. - Wyszli kwadrans temu, żeby coś zjeść. Powinni się tu za chwilę  zjawić.
   Czuje się jak dwulatka, jeśli zamknie oczy, to jej tu nie będzie.
– Jak im to wszystko wyjaśniono? – Głos ma cichy i zduszony. Zayn wzdycha ciężko. - Co im powiedzieliście?
- Że zostałaś potrącona na koncercie i bardzo mocno uderzyłaś się w głowę. - przerywa na moment. - Musisz przyznać, że takie rzeczy się zdarzają. Nie martw się, zadbaliśmy o wszystko. - Odgarnia jej czułym gestem zagubiony kosmyk z oczu.
   Dziewczyna wzdycha z ulgą. Czyli jednak Bóg jej nie opuścił. Przysięga sobie, że zaraz po powrocie do domu, pobiegnie do kaplicy i padnie na kolana przed samiutkim ołtarzem.
- A co ty tu właściwie robisz? - Zayn spogląda na nią najpierw zdziwiony, a potem urażony.
- Mam sobie iść? - Marszczy czoło.
- Nie, skąd! - protestuje. - Nie to miałam na myśli. Co powiedzieliście moim rodzicom? Jak to się stało, że możecie przy mnie siedzieć? Z tego co wiem, może to robić tylko rodzina...
- No tak. Zadzwoniliśmy do nich i powiedzieliśmy, że jesteśmy twoimi przyjaciółmi i przywieźliśmy się tutaj, zaraz po tym jak zemdlałaś. Twój tata nie był do nas do końca przekonany, ale Dan załagodziła sytuację. - przed oczami staje jej widok twarzy pastora, na wiadomość, że jego córeczka zadaje się z bandą dorosłych już facetów. Parska na tą myśl śmiechem. - Twoja mama chyba nawet nas polubiła. - szczerzy ząbki w dumnym uśmiechu. Któż mógłby się oprzeć takiej buźce? - Ciągle powtarza nam, że jest niesamowicie wdzięczna za naszą pomoc. Że uratowaliśmy jej malutką córeczkę. - Szczypie ją żartobliwie w policzek. - Twoja mama ma chyba tu jakieś wtyki, prawda? To ona nam załatwiła, że możemy ciągle z tobą być.
   Sierra kiwa głową. Tak naprawdę jej rodzina jest głównym darczyńcą szpitala, ale nie chce o tym wspominać chłopakowi.
   Nastaje chwila ciszy. Sierra odchrząkuje.
- A gdzie... reszta? - przełyka głośno ślinę. Zayn dobrze wie, o co jej chodzi.
- Cóż, Louis już po godzinie zaczął kłócić się z pielęgniarką, a Lou jak to Lou, ma bardzo nie wyparzoną gębę, dlatego dostał zakaz wchodzenia na twój oddział. Liam śpi obecnie w samochodzie przed szpitalem i miał mnie zmienić dwadzieścia minut temu. Będzie wściekły, że go nie obudziłem. Był pewny, że to on będzie przy tobie, kiedy się ockniesz. - posyła jej szeroki uśmiech.
- A Danielle...
- Dan była tu wczoraj. - wskazuje na bukiet czerwonych róż z dużą karteczką "ZDROWIEJ SZYBKO, SKARBIE" na metalowej szafeczce. Robi jej się ciepło na sercu. - To jej sprawka. Nie mogła zostać, bo ma jakieś próby.
   Dziewczyna kręci głową.
- Widzisz, jesteś dla nas ważna. - ujmuje jej dłoń.
- A czy Harry... czy Harry też tu był? - pyta cichutko. Zayn ściska odrobinę mocniej jej rękę.
- Zdaje się, że twoi rodzice nie przepadają za nim, co? - parska cichym śmiechem. - Jasne, że tu przychodził, co ty sobie wyobrażasz? Gdyby nie ruszył swojego obrażonego tyłka z domu, zaciągnęlibyśmy go tu siłą. Na szczęście nie jest AŻ takim dupkiem. - Sierra uśmiecha się szeroko.
    Oszklone drzwi otwierają się z impetem, a do środka wpada zaspany Liam.
- Zayn, sukinsynu, miałeś mnie obudzić pół godziny temu! Do tego Styles chciał, żebyś przyniósł mu na dział dziecięcy... - na widok zdziwionej dziewczyny zatrzymuje się na środku sali - O kurwa, Sierra wróciła do żywych! - Mulat uderza otwartą dłonią w sam środek czoła. Oczy Sierry rozpościerają się do olbrzymich rozmiarów.
- Harry tu jest? Czemu mi nie powiedziałeś? - pyta z pretensją i wyrywa dłoń z jego uścisku.
- Właśnie dlatego. Sierro, musisz odpoczywać. - Próbuje ponownie ująć jej dłoń, ale ona przyciska ją do klatki piersiowej.
- Sama najlepiej wiem, co muszę. - odfukuje i zanim któryś z nich zdąża zareagować, szybkim ruchem wyciąga, a raczej wyszarpuje igłę ze swojego przedramienia. Pewnie bez końskiej dawki morfiny i Advilu nie zdecydowałaby się na ten krok, lecz jej zamglony przez proszki umysł nawet nie rejestruje bólu.
   Wyskakuje z łóżka i wymija zaskoczonego Liama szybko przebierając nogami. Czuje zimno kafelek pod bosymi, a do tego zdrętwiałymi stopami. Co mówił Liam? Dział dziecięcy? Co do cholery robi Harry na dziale dziecięcym?
   Z jej wzrostem i twarzyczką, zdecydowanie może uchodzić za pacjenta działu dziecięcego, więc żadna pielęgniarka nie powinna się do niej przyczepić.
   Zagląda przez oszklone drzwi każdej z sal, ale zatrzymuje się dopiero przed ostatnią. Na widok zza szyby zamiera.
   Dziewczynka o rzadkich, blond włoskach z chustką na głowie siedzi na łóżku i śmieje się radośnie. Przez jej bladą skórę widać zarys fioletowych i błękitnych żył. Wydaje się niemalże przeźroczysta. Po drugiej stronie metalowej ramy siedzi Harry. Ma na sobie ciemne spodnie i zwykły t-shirt. Jego usta także są roześmiane, ale oczy ciągle bacznie obserwują każdy ruch dziewczynki. Jakby w każdym momencie mogło się jej coś stać, a Harry czuł obowiązek chronienia jej przed całym złem tego świata. Pomiędzy nimi rozstawiona jest kolorowa plansza do gry, która nie pasuje do nieskazitelnie białego wystroju sali.
   Sierra staje urzeczona i przygląda się długim palcom chłopaka, przesuwającego pionek o kilka pól do przodu.

***

   Często poruszali temat śmierci. Kiedy pewnego razu Harry przyznał się Hope, że gdyby mógł, to zamieniłby się z nią, ona odpowiedziała z poważną miną
"Za bardzo kochasz życie, żeby odejść"
"A ty nie?" Zapytał
"Kocham. Ale życie nie kocha mnie"
   Harry spoważniał i złapał dziewczynkę za rękę.
"Słuchaj mnie uważnie, Hope. Życie bardzo cię kocha. Tak bardzo, że uznało, że świat nie zasługuje na kogoś tak wspaniałego jak ty"
   Przyłożył jej zimną rączkę do ust. Na jej twarzy pojawił się blady uśmiech.
   Po chwili milczenia odezwała się słabym głosem
"Tak właśnie chciałabym umierać, Harry. Z tobą trzymającym mnie za rękę"
"czemu?" Zapytał zaskoczony.
"Bo wtedy się nie boję".
- Cofasz się o trzy kroki do tyłu, Haroldzie! - wykrzykuje dziewczynka i klaszcząc w dłonie, wyrywa go z zadumy.
- Jak tak dalej pójdzie, to stracę wszystkie moje cukierki. - mówi i przewraca oczami, udając zdenerwowanie. - Jutro przyniosę Pędzące żółwie**, a wierz mi, że w tym nie mam sobie równych!
- Przyjmuję wyzwanie! - dziewczynka rzuca kostką, a Harry rozpakowuje cytrynową landrynkę i wrzuca sobie do buzi. Kwaskowaty smak rozpływa mu się na języku.
   Czuje nieprzyjemne mrowienie w ręce, spowodowane zbyt długim podpieraniem się na niej, więc podnosi się, aby zmienić pozycję. W tym samym momencie przed jego oczami miga twarz... ale to nie możliwe. Sierra leży kilka oddziałów dalej, na neurologii, w śpiączce wywołanej lekami.
   Spogląda jeszcze raz. Nie mylił się. Dziewczyna przygląda im się zamglonymi oczami. Ma rozpalone usta, lecz jej policzki pozostają nienaturalnie blade. Ściągnięte brwi na tle jasnej cery wydają się zbyt ciemne w stosunku do roztrzepanych, jasnych włosów.
- To twoja dziewczyna? Ładna. - Harry odrywa wzrok od dziewczyny i spogląda na wychylającą się z łóżka Hope. Zagryza wargę.
- To... to moja koleżanka. Poczekaj tu, księżniczko. Przyślę wujka Zayn'a, on dokończy z tobą grę. - Hope kiwa głową i wraca na swoje miejsce. Harry ześlizguje się z łóżka i kieruje w stronę drzwi. Naciska klamkę, po czym starannie je zamyka. Przez chwilę stoją w ciszy, patrząc sobie w oczy.
- Krwawisz. - chwyta jej przegub i unosi do góry. Z rany po wyrwanym wenflonie sączy się ciurkiem krew. Pod dotykiem jego gorących palców, Sierra drży.
- Och. - wykrztusza. Harry wzdycha głęboko i grzebie chwilę w kieszeni. Klnie i rozgląda się dookoła. Zauważa metalowy wózek pielęgniarek. Zabiera stamtąd kilka paczuszek i kieruje się w stronę łazienki. Zatrzaskuje zamek i sadza przybitą dziewczynę na muszli. Klęka koło niej i wyciera starannie krew papierem toaletowym. Na szczęście jeszcze nie zdążyła zaschnąć. Łapie saszetkę z gazą i otwiera ją, wspomagając się zębami, ani na sekundę nie puszczając ręki dziewczyny. Przyciska do rany, po czym sięga po bandaż. Całą operację wykonuje w skupieniu, ani na chwile nie zerkając na Sierrę.
   Kiedy opatrunek jest gotowy, ciągle nie puszcza jej ręki.
- Musimy porozmawiać. - szepcze w końcu dziewczyna.

***

   Patrzy na nią, a ona jak zawsze nie mam pojęcia, o czym myśli. Świetnie potrafi ukrywać myśli i uczucia. Znajduje się na tyle blisko, że może go dotknąć, może poczuć. O rety... drogie perfumy i Harry to odurzająca mieszanka, o wiele lepsza od margarity.
- K-kim była ta dziewczynka? - pyta cicho.
   W duszy modli się o to, żeby to była tylko fanka, którą spotkał przypadkiem w szpitalu. Ale wie, że to nie prawda. Łącząca ich więź, która była prawie namacalna, podpowiada Sierrze, że znają się od dawna.
   Harry wzdycha.
- To Hope. Jest... niezwykła. - na jego usta wkrada się cień uśmiechu, lecz znika tak prędko, jak się pojawił - Jak pewnie zauważyłaś, nie leży tu bez powodu. Jest chora na białaczkę.
- Och. - to jedyna reakcja na którą zdolny był zdobyć się otumaniony umysł dziewczyny.
- Nie ma nikogo, wiesz? Dom dziecka oddał prawa rodzicielskie szpitalowi. Wydali na nią wyrok śmierci. A ona jest bardzo inteligenta. Zauważa wszystko, co się wokół niej dzieje. W pewnym stopniu mi ją przypominasz... dlatego chciałem cię z nią poznać, wtedy - na koncercie. - Harry zaciska szczękę.
   Nagle zasycha jej w ustach. Cholera, czuje jak na jej twarz zalewa szkarłat.
- Ja... ja przepraszam, nie wiedziałam i... Boże, tak mi wstyd. - Zakrywa twarz dłońmi. - Zachowałam się potwornie.
- Było minęło, jasne? Wszystko już jest okay. - zapewnia, po czym odciąga ręce z jej twarzy i gładzi ją czule po policzku. - Twoim jedynym zadaniem i celem na którym masz się skupić, to powrót do zdrowia.
   Nie jest na tyle otumaniona lekami, żeby nie zareagować na ten gest. Obejmuje jego szyję i przyciąga do siebie.
- Hm, widzę, że już o wiele lepiej się czujesz, co? - pyta z uśmiechem i przejeżdża opuszkiem palca po jej ustach. Pochyla się powoli w jej stronę i delikatnie stykają się ustami. Ten pocałunek jest inny od wszystkich. Jedynie muskają się wargami, bawią, nakręcając się tym coraz bardziej, a kiedy obydwoje...
   Ku zdziwieniu dziewczyny Harry odsuwa się i spogląda na nią.
- Jeszcze nie skończyłam z całowaniem! - protestuje, ciągle z przymkniętymi powiekami - Nie zmuszaj mnie do tego, żebym zmusiła cię do tego siłą!
   Harry chichocze.
- Cała się trzęsiesz z zimna. - spogląda na jej gołe stopy
- Nie powiedziałabym, że z zimna, ale mów co chcesz.
   Chłopak przewraca oczami i obejmuje ją w pasie.
   Kiedy wychodzili napotkali kilka zaciekawionych (i zniesmaczonych) spojrzeń od personelu i pacjentów, lecz Harry zdawał się nie zwracać na to uwagi.
   Zresztą, kiedy Sierra czuła bliskość Harry'ego, nic innego się dla niej nie liczyło.

***

- ... spokojnie, Sierra jest w łazience, na pewno zaraz się pojawi i... - Zayn wzdycha z ulgą na widok dziewczyny wyłaniającej się zza rogu. Jej matce chwilę zajmuje zorientowanie się, w kogo wlepia wzrok.
   Sierra zdaje sobie sprawę, co teraz się stanie.
- Tylko mnie nie zostawiaj. - szepcze ściskając dłoń Harry'ego. Nie wiedzieć czemu, nagle zaczyna obawiać się, że za moment zniknie i nigdy już go nie zobaczy.
   Wszystko wyczytał z jej oczu.
- Nie zostawię cię - przyrzeka z powagą.
- Sierro! - mama ściska ją delikatnie.
   Dziewczyna czuje podziw dla matki. Pomimo zmęczenia malującego się na twarzy kobiety, jak zwykle ma na sobie szpilki, elegancki kostium i idealnie ułożone włosy.
- Dzięki Bogu, że wreszcie się ocknęłaś. - Odsuwa ją na długość ramienia, lustrując dokładnie. Kiedy zauważa ich ciasno splecione dłonie, zagryza krwistoczerwone wargi.
- Ten to zawsze na posterunku - mruczy do siebie. Wtedy spogląda na jej nagie stopy. - O Matko Przenajświętsza, Sierro, przeziębisz się, wskakuj do łóżka! A ty kochaniutki, zawołaj pielęgniarkę. - Kobieta zwraca się do mulata, po czym obejmuje dziewczynę ramieniem, zmuszając do rozluźnienia uścisku z Harry'm.
- Kochaniutki? - pyta bezgłośnie Zayn'a. On lekko zaczerwieniony, jedynie wzrusza ramionami. Kobieta kieruję ją w stronę łóżka. Ku niezadowoleniu Sierry, zauważa, że Harry został na korytarzu. Nie odszedł jednak, tylko zajął miejsce na jednym z plastikowych krzesełek.
   Dziewczyna pakuje się do łóżka i pod czujnym okiem matki, zawija dokładnie w kołdrę. Dopiero wtedy kobieta pozwala sobie na zajęcie miejsca na skraju szpitalnego łóżka.
- Miałaś szczęście, że pod ręką był Zayn. To taki miły chłopiec... Bardzo mnie wspierał przez te dwa dni.
- Wszyscy są mili, mamo. - Kobieta puszcza jej uwagę mimo uszu.
- Nic mi nie wspominałaś, że masz tylu dobrych znajomych, skarbie.
   Z ust Sierry wydobywa się jęk.
- Coś cię boli? - Zaniepokojona matka pochyla się w jej stronę.
- Nic, nic. - zapewnia - Zapominam, że nie mogę się ruszać.
   Uznaje, że to dobry moment na zmianę tematu.
- A gdzie tato?
- Wrócił do domu. Ma kilka mszy do odprawienia, sama rozumiesz. - Głaszcze ją opiekuńczo po głowie. Na sekundę zapada niezręczna cisza. - Skarbie...
- Tak, mamo?
- Chciałabym z tobą porozmawiać o tym chłopcu. - rzuca niemalże oskarżycielskim tonem, wskazując obróconą tyłem sylwetkę Harry'ego.
- O czym konkretnie?
- Myślę, że... macie coś ze sobą wspólnego. - usiłuje maskować ciekawość, lecz kiepsko jej to wychodzi.
   Sierra wzdycha i odwraca wzrok. Jasne, kocha swoją mamę, ale nigdy nie czuła z nią aż takiej więzi aby zwierzać się jej na temat chłopców.
   Kiedy Sierra nie zabiera głosu, pałeczkę ponownie przejmuje jej matka.
- Cóż, wydaje się sympatyczny, - mówi nie do końca pewnym głosem - ale kochanie, jesteś jeszcze taka młoda, ja...
- Tak wiem, mamo. Ty, kiedy zaczęłaś spotykać się z tatą byłaś po dwudziestce. Ale nie przejmuj się, to tylko młodzieńcze zauroczenie.
- O. - zgadza się z uśmiechem. Bardzo chce w to wierzyć.
   Wzdycha i zerka na zegar wiszący nad drzwiami.
- Musisz się już zbierać?
- Za moment powinnam być w fundacji, przyjeżdża dyrektor placówki którą mamy dofinansować. Wybacz, kochanie, nie miałam pojęcia, że odzyskasz przytomność.
- Nie ma sprawy, mamo. Zostanie ze mną... - już chce powiedzieć, że Harry, lecz prędko się powstrzymuje. - Zayn. Zaopiekuje się mną.
   Mama uśmiecha się szeroko. Muska delikatnie jej czoło, tak, aby nie zetrzeć szminki.
- Wrócę wieczorem! - brzmi to raczej jak ostrzeżenie niż obietnica, tym bardziej, że znów zerka na Harry'ego siedzącego spokojnie przed salą.
   Zaraz po wyjściu matki, do pokoju wpada pielęgniarka, żeby sprawdzić jej wyniki. Nieźle się denerwuje, kiedy zauważa wyrwany wenflon.
- Mogliśmy ci przynieść basen***, kochaniutka. Obyłoby się bez rozlewu krwi.
- Czuję się dobrze.
- Zaraz powiadomię siostrę oddziałową, że się obudziłaś. Za chwilkę przyjdzie cię obejrzeć.
   Gdy tylko kobieta znika w korytarzu, Harry momentalnie znajduje się przy jej łóżku. Zajmuje krzesło i pochyla się w jej stronę. Nic nie mówi, jedynie czujnie obserwuje jej twarz.
   Do sali wkracza kolejna pielęgniarka. Harry nie rusza się ani o centymetr, kiedy lustruje fachowym okiem Sierrę.
- Dać ci coś przeciwbólowego? - pyta ciepło, poklepując kroplówkę.
- Nie, nie. - mamrocze, udając, że nie czuje pulsującego bólu skroni. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- Nie musisz być taka dzielna! Lepiej się nie nadwyrężać. Musisz odpoczywać. - Kobieta czeka, aż zmieni zdanie, lecz kiedy Sierra dobitnie kręci głową, daje sobie spokój.
- Jak uważasz. - wzdycha. - Nad głową masz przycisk, który mnie przywoła, jeżeli jednak będziesz mnie potrzebować.
   Rzuca jeszcze srogie spojrzenie Harry'emu i wychodzi.
   Kiedy znika za drzwiami, Harry ujmuje jej twarz w ciepłe dłonie.
- Spokojnie, mała.
- Harry... Muszę ci o czymś powiedzieć. - jej oddech przyśpiesza, a twarz bruneta tężeje. - Tego wieczora... ja i Matt...
- Ciii, o wszystkim wiem. - gładzi jej policzek kciukiem. - A teraz leż spokojnie, bo zawołam pielęgniarkę a ona cię czymś nafaszeruje.
- Jak to o wszystkim wiesz? - pyta przerażona. Harry wzdycha.
- Louis mi wszystko powiedział. O nic się nie martw. Matt to dupek. Teraz już wiesz, dlaczego chciałem, żeby Lou miała na ciebie oko. - całuje ją w czubek nosa.
- Och.
   To ją zaskakuje. O tak wielu sprawach nie miała pojęcia. Czuje się głupio, że Harry cały czas chciał dla niej dobrze, a ona przez swoją głupotę wszystko komplikowała. A do tego nawet przez chwile zaczęła się zastanawiać nad słowami Matt'a.
- Lepiej ci już? - przerywa jej zamyślenie Harry.
- Lepiej. - kłamie.
- Nie wierzę ci. - oznajmia spokojnie.
- Nie chcę spać.
- Musisz odpoczywać. - wyciąga rękę w stronę przycisku.
- Nie!
- Słucham - przemawia łagodny głos interkomu.
- Pacjentka prosi o dawkę leków przeciwbólowych. - Oznajmia Harry, ignorując jej rozwścieczoną minę.
- Pielęgniarka jest w drodze.
- Nie zjem żadnej tabletki! - grozi Sierra.
   Harry przekręca oczami i wskazuje na woreczek nad jej głową.
- Raczej nie będziesz musiała niczego połykać. - Harry zauważa w jej oczach przerażenie - Sierro, jesteś obolała. Czym więcej będziesz odpoczywać, tym szybciej wyzdrowiejesz. Nie będą cię znowu nakłuwać. Oczywiście jeżeli nie wpadniesz na genialny pomysł i ponownie nie wyrwiesz sobie wenflonu z ręki...
- Nie o igły mi chodzi. - szepcze. - Boję się zamknąć oczy.
   Harry uśmiecha się do niej uśmiechem, jakiego chyba jeszcze nie widziała u niego nigdy. Delikatnym, pełnym uczucia.
- Nigdzie się nie wybieram, Sierro, już ci to mówiłem. Kiedy się obudzisz, pierwsze co zobaczysz to moją śliniącą się twarz, bo zapewne sam zaraz zasnę, więc nie miałabyś ze mnie wielkiego pożytku. A nawet mogę ci obiecać, że zaraz po tym jak cię wypiszą, wezmę cię na ogromne śniadanie. Naleśniki, pączki i te sprawy, co? Będę tu siedzieć dzień i noc. - w odpowiedzi Sierra splata jego palce ze swoimi.
- Nie mogę się już doczekać.
   Śmiał się, kiedy do sali weszła pielęgniarka. Podchodzi do jej łóżka i zwraca się chłodno do chłopaka.
- Pan wybaczy. - Harry wstaje i przechodzi na drugi koniec pomieszczenia, zakładając ręce. - Proszę bardzo, słoneczko. - mówi wstrzykując płyn do jednej z rurek.
- Dziękuję - mamrocze Sierra, kiedy czuje, że jej oczy same się zamykają.
   Musiała już wyjść, ponieważ dziewczyna czuje ciepłą dłoń spoczywającą na jej.
- Zostań - szepcze niewyraźnie.
- Jestem tu, Sierro. - Czuje jego wargi przy swoim uchu. Sierra odwraca głowę w jego stronę. Zrozumiał. Całuje ją w usta.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy - śmieje się cicho
- Kocham cię. - mamrocze dziewczyna.
   Nie dosłyszała odpowiedzi, zdążyła już zapaść w ogarniającą ją ciemność.
   A może odpowiedź nigdy się nie pojawiła?

*Advil - tabletka w której skład wchodzi ibuprofen, lek przeciwbólowy.
** Pędzące żółwie - gra planszowa, polegająca na prześciganiu się żółwi.
*** Basen - tu; basen sanitarny

_____________________________________________________________

Hej moje najukochańsze skarby!
Nawet nie możecie sobie wyobrazić, jak bardzo się za wami stęskniłam! A teraz wyobraźcie sobie, ile mam do nadrobienia, ile postów do przeczytania. Eh, zabiorę się do tego jutro (znaczy dzisiaj bo jest już pierwsza), życzcie mi szczęścia!
Piszcie mi w komentarzach jak wam się podobało, czy obrót zdarzeń wam pasuje, czy coś przewidzieliście, czy was zaskoczyłam :3

Mega się cieszę z powrotu i dziękuję wam za ponad 3 tysiące wyświetleń podczas mojej nieobecności!

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Kocham, czekam, tęsknię
Cinna x

13 komentarzy:

  1. super rozdział . Zaskoczyłaś mnie wahaniem Sierry czy Harry ją kocha , ja osobiście jestem tego pewna . No ale wszystko może się zdarzyć c;

    pozdrawiam Cię ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. JEEEEEEEEEJ! My też się stęskniliśmy! I to bardzo. I w nagrodę taki długi rozdział! Cudownie! Zasługujesz na o wiele więcej wyświetleń kochana, nie kłamię! Rozdział rozczulający i naprawdę cudowny. Taki, lekki. I biedna Hope. Ta dziewczyna tak działa na moją psychikę... Oczywiście w pozytywny sposób. Mam nadzieję, że Sierra ją w końcu pozna. To będzie coś. I cieszę się, że Harry jest taki wyrozumiały, a ten Matt niech lepiej trzyma się od niej z daleka! Do następnego kochana :*:*

    OdpowiedzUsuń
  3. My też też tęskniliśmy. Nie mogłam się doczekać, codziennie byłam u ciebie kilka razy i sprawdzałam czy jest rozdział.
    "Życie bardzo cię kocha. Tak bardzo, że uznało, że świat nie zasługuje na kogoś tak wspaniałego jak ty" - uwielbiam. Sama to wymyśliłaś ? Najlepszy cytat jaki słyszałam. Serio, jest genialny. Ogólnie rozdział wspaniały. Zazdroszczę bardzo, bardzo, baardzo talentu ! Kocham cię. Chcę już kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojacie jacie tak tęskniłam. W końcu jesteś i to z jakim rozdziałem. I musze sie zgodzic z Sierra Z. ten cytat jest taki taki nawet nie wiem jak go nazwać czy opisać. Masz naprawdę wielki talent. Pozdrawiam i :*

    ~Mellody

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej!
    Nawet nie wiesz jak ja się strasznie za tobą stęskniłam! <3
    A teraz o rodzialeeee!!!
    Matt…to był Matt…dlaczego on jej nie chciał jej puścić -,-
    I jeszcze jakieś głupie kazania na temat Harrego ehhh…co za debil :/
    Dobrze że Louis ją znalazł…i ją stamtąd wyprowadził…
    Jezu…jak podjechali pod dom Sierry, i ona zaczęła wymiotować…to aż się przestraszyłam, że to coś poważnego…
    Ale…jak? Jesteś pod swoim domem a tu nagle bum! I leżysz w szpitalu O.o
    Zayn…awww :3
    A więc to był wstrząs mózgu…
    Ahahaha wścieknięty Liaś xd
    Musiałam kilka razy przeczytać "Styles chciał, żebyś przyniósł mu na dział dziecięcy" żeby zrozumieć, co Harry robi na oddziale dziecięcym. A i tak dopóki nie doczytałam do momentu wyjaśnienia, nie wiedziałam o co chodzi.
    Boże…Sierra jest jakaś nienormalna czy coś?! Wyrwała sobie WENFLON Z RĘKI! I pobiegła do Stylesa?! Wtf…
    Aaa no tak! Hope…mała biedulka…ale widać, że dobrze dogaduje się z Haroldem :')
    Tak Hope, to jego dziewczyna. Prawie.
    Awww :'3 Opatrzył Sierrę i wogóle.
    A później odprowadził do pokoju…gdzie czekała matka Sierry :/
    Ahh…szczerze? Dobrze, że musiała już iść bo tym samym Sierra nie musiała być dalej "przesłuchiwana" na temat chłopców.
    A później wrócił Harry i…i niestety nie usłyszała odpowiedzi :c
    Rozdział cudowny, wspaniały, przeczytałam go pare godzin wcześniej, ale dopiero teraz komentuje, bo nie było prądu, a z wi-fi idzie szybciej niż z mobilnego internetu -,-
    Kocham cię ♥
    Czeeekam na nn :)
    Maja :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam sie w zupełności. Co do każdego słowa.: " A szczególnie, do tego Musiałam kilka razy przeczytać "Styles chciał, żebyś przyniósł mu na dział dziecięcy" żeby zrozumieć, co Harry robi na oddziale dziecięcym."

      Usuń
  6. stara, wchodzę sobie kontrolnie, a tu nagle taaakie kurwesko długi zajebisty rozdział. WOWOWOWOWOWOWOOW ORGAZMICZNIE PO PROSTU! HIHIHI ALE JESTEM HAPPY
    HARRY TO DUPEK.
    SERIO.
    SIERRO OGAR.
    ALE MIMO TO...
    NIE WIEM
    BOŻE
    MAM ROZDWOJENIE JAŹNI
    KOCHAM CIĘ <3
    HAHAHA
    KURNA
    AŻ ŻAL MI SIERRY SERIO!
    ALE ZNOWU HARRY TO NIE AŻ TAKI KRETYN
    CHOCIAŻ...
    L.

    OdpowiedzUsuń
  7. O Matko! Jak długo czekałam na ten rozdział i teraz wiem że naprawdę było warto. Jest naprawdę świetny i jaki długi oby takich więcej ;)
    Czekam już na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo.
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    Sierra powiedziała, że kocha Harry'ego.!
    a Harry powiedział, że kocha Sierrę...
    woooow...
    o mamo...
    nic więcej dla mnie dzisiaj się nie liczy xx.
    genialnie to zrobiłaś, genialnie xx.
    podziwiam xx.
    i nie licz na nic więcej, gdyż jestem padnięta i nie wiem co piszę xx.
    buziaki xx.

    http://boy-from-bakery.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zobaczyłam powiadomienie o nowej notce to nie mogłam wyjść z zachwytu <3 Rozdział jest taki świetny! Ciągle mnie zaskakujesz... Czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super rozdział!
    Tylko na końcu trochę zaleciało mi zmierzchem, no tym jak bella była w szpitalu po walce z James'em i bała się ze Edward ją zostawi.

    OdpowiedzUsuń