25 czerwca 2013

Faza druga: Rozdział XI

muzyka #1

- Okłamał mnie pan. 
- Jak... jak się pan dowiedział? - pyta Harry zaciskając i poluźniając nerwowo pięści. 
- Hope Luxcet od pół roku jest pod opieką hospicjum św. Krzysztofa - Lekarz rzuca kartę zdrowotną z imieniem dziewczynki na biurko. 
- S-słucham? - Styles otwiera szerzej powieki. Bierze do ręki kartę. Zastanawia się, czemu właściwie lekarz pozwolił mu je zobaczyć. Otwiera i widzi tam zdjęcie uśmiechniętej dziewczynki. Nie, to nie Hope. Hope nie ma tak zaokrąglonych policzków, tak gęstych włosów i tak błyszczących oczu. 
- Sprawdziliśmy jej dane. Szukają jej po okolicznych szpitalach. Zdaje sobie pan sprawę, że jest to karalne?    - mężczyzna nie wygląda na złego. Wygląda na wyczerpanego. Ściąga okulary i przeciera twarz pomarszczonymi dłońmi. - Hospicjum może wytoczyć panu sprawę w sądzie, ja również. 
- To nieważne. Mam pieniądze. Ale... Hospicjum jest dla ludzi nieuleczalnie chorych. Nie dla Hope. Hope jest zdrowa.

   Harry odtwarza sobie tą scenę setny raz. Nawiedza go w snach. Jest wszędzie. Dręczy go.
   Louis siedzi za kierownicą. Dzisiaj pierwszy raz się z nią zobaczy. Jak dotąd, mógł to robić tylko Styles. Zaraz po tym, jak anonimowy darczyńca wpłacił kilka tysięcy funtów na konto Hospicjum.
   Na szczęście szpital nie pozwał go. Jakiż to przypadek, że w międzyczasie pojawiły się tam nowe sprzęty na oddziale dziecięcym, nieprawdaż?
- Jak ona się czuje? - pyta Lou zachrypniętym głosem. Harry wzrusza ramionami. Zawsze, gdy ją odwiedza, dziewczynka tryska energią, lecz kilka razy zauważył, że gdy tylko znikał za drzwiami, dziewczynka padała na szpitalne łóżko i momentalnie zasypiała.

***

- Haroldzie! Spóźniłeś się. - mówi Hope z wyrzutem. Lecz kiedy tylko chłopak rozpościera ramiona, wlepia się w niego jak małpka. Odczepia się, kiedy zauważa postać szatyna w drzwiach.
- Cześć księżniczko. - mówi Louis i klęka, by Hope mogła zarzucić mu chude ramionka na szyje.
- Mamy dla ciebie dobre wieści. - mówi Harry i opada na neonowy fotel postawiony przy metalowym łóżku dziewczynki.
- Jaaaaakie? - pyta ciągle przyczepiona do szyi Louisa, który kontempluje nad puzzlami rozłożonymi na różowym stoliczku.
- W tym tygodniu mamy koncert. Wiesz, nie chcę cię do niczego zmuszać, ale może chciałabyś się na niego wybrać? - Oczy dziewczynki robią się ogromne jak dwa spodki. Rozpościera buzie.
- Żartujecie prawda? - pyta drżącym głosikiem. - Oni mnie nie wypuszczą!
- Już wszystko załatwione, moja droga. - Harry posyła jej uśmiech. Lecz znika on, kiedy zauważa, że na twarzy dziewczynki pojawia się niepewność i smutek.
- Hej, co jest? - pyta Styles klękając przy łóżku. Louis przypatruje się całej scenie.
- To dlatego, że jest coraz gorzej, prawda? Ze mną. - mówi spokojnym głosem patrząc mu w oczy. - Dlatego pozwalają żebyś tu przychodził i brał mnie na zewnątrz.
- Przejdę się do bufetu. - odzywa się Lou słabym głosem. Ześlizguje się z łóżka i sztywno znika za drzwiami.
   Tchórz.
   Harry przełyka ślinę.
- Nie jestem już dzieckiem, Harry. Wiem, że umieram i tak właściwie to nie boję się tego. Nie boję się nieznanego, wiesz? - na jej buzi pojawia się delikatny uśmiech. - Tylko trochę smutno tracić to, co mam.
   Harry spogląda na nią zszokowany. Zaciska szczękę i podnosi się gwałtownie.
- Właśnie, że jesteś dzieckiem, Hope! Jesteś pieprzoną małolatą, która nie powinna tak mówić. Nie powinna godzić się ze śmiercią. Powinna skakać, ocierać sobie kolana i irytować ludzi wokół! - uderza pięścią w ścianę. Wie, że nie powinien tak zareagować. Ale to wszystko go przerasta. To wszystko jest za trudne.
- Ze śmiercią jest jak z chorobą. - mówi cichutko Hope. - Jest faktem. Nie żadną karą.
- Mam donuty! Kto chce czekoladowe? - w drzwiach pojawia się Louis ściskając w rękach trzy papierowe torby.

***

- Poznasz kogoś. 
- Kogo? - pyta dziewczyna zadzierając głowę w górę. Żałuje, że nie może zobaczyć jego oczu ukrytych pod grubymi szkłami okularów przeciwsłonecznych. Splata palce z dłonią zarzuconą na jej barki, aby nie oddalił się od niej choćby na milimetr.
- Tego już przekonasz się w czwartek. Ktoś dla mnie ważny. - mówi uśmiechając się i przykłada ich splecione dłonie do ust. 
   Sierra nie pyta o nic więcej. Wie, że Harry nic jej nie wyśpiewa. Potrafi być uparty. 
   Znajdują się obecnie w parku na luksusowym, strzeżonym osiedlu, które zamieszkuje Sierra. Zdaje sobie sprawę, że Harry wiele ryzykuje przechadzając się z nią swobodnie brukowanymi uliczkami, lecz sprawia wrażenie, jakby nie robiło mu to większej różnicy.
   Dziewczyna łapie materiał bawełnianej sukienki między palce i wachluje nią. Pomimo późnego popołudnia gorąc rozlewa się nad Londynem. 
- Chcę ci coś pokazać. - mówi tajemniczym głosem Sierra. Harry spogląda na nią zza okularów i unosi brwi. 
- Tutaj? Publicznie? Może poczekajmy, aż będziemy sami. - mruczy jej do ucha,  zjeżdżając dłońmi na jej uda. Sierra parska śmiechem. Odrywa jego ręce od swojego ciała i ciągnie przed siebie. 

***

- Masz zamiar odmawiać ze mną paciorek? Zbiorowe modły? - kpi Styles. Jego głos odbija się echem od kamiennych ścian świątyni. Puszcza Sierrę przodem, a kiedy go mija, delikatnie muska palcami jej ramię. Pod wpływem jego dotyku, na jej ręce pojawia się gęsia skórka. 
  Harry unosi głowę i rozgląda się po kapliczce. Wysokie ozdobne sklepienia, marmurowe ściany i okna wypełnione kolorowymi, misternymi witrażami rzucającymi kolorowe światełka na posadzkę. 
- Już to widzę. Święty Harry Styles. - chichota. Próbuje złapać ją za ramiona, lecz wymyka mu się tanecznym krokiem. - Nie możemy tego robić w kościele. - woła, ciągle nie przestając się śmiać. - Pójdziemy do piekła. 
- Więc nie wódź mnie na pokuszenie. - Robi kilka kroków w jej stronę. 
- Nie ma sprawy. - mówi, pozostając ciągle poza zasięgiem jego rąk. - O ile ty mnie zbawisz od złego. 
- Umowa stoi. 
  Pozwala mu się złapać dopiero w pobliżu ołtarza. Śmiejąc się, opadają na niską drewnianą ławeczkę i obejmują się. 
- To miejsce jest niesamowite. - stwierdza, rozglądając się. - Nigdzie indziej nie widziałem takich obrazów. - Wskazuje na ściany. 
- To dlatego, że ikony nie są zbyt popularne w anglikanizmie. To kościół z czasów chrześcijańskich. Wydaje mi się, że wszystkie kiedyś tak wyglądały. - mamrocze, błądząc ustami przy jego uchu. Czuje jak Harry wsuwa jej kciuk pod rękaw cienkiej, białej bluzeczki i gładzi delikatnie ciepłą skórę. - Teraz to się oczywiście zmieniło. 
   Harry pokrywa jej skórę pocałunkami. 
- Szkoda. - szepcze. 
- Prawda? Też tak myślę. 
   Ich kolejny pocałunek jest o wiele bardziej namiętny, a sekundę później Harry unosi ją delikatnie w górę i sadza na swoich kolanach. Jego ręka wsuwa się w jej włosy i uwalnia je od frotki, podtrzymującej koński ogon. Usta Harry'ego muskają jej policzek, na co reaguje płytkim, przyspieszonym oddechem. 
   Odsuwa się od niego po kilku minutach, wywołując jęk zawodu. Puszcza ją jednak bez oporu i pozwala z powrotem usiąść na ławce. 
- Podobno mieliśmy zwiedzać kościół. - uśmiecha się do niego. 
- Przecież ostrzegałem. Tak się kończy wodzenie na pokuszenie. 
- Niby czym cię tak skusiłam? - Sierra śmieje się. - Jestem cała spocona a do tego w dresie bo wyciągnąłeś mnie z łóżka.
- Kuś mnie dalej. - Zaczyna bawić się kosmykiem jej włosów. 
- Jak to jest? No wiesz z tą całą sławą. - układa głowę wygodnie na jego kolanach. Harry zastanawia się chwilę nad pytaniem dziewczyny. 
- To jest jak narkotykowy haj, który trudno sobie wyobrazić. Ba! To jest lepsze niż najlepszy towar. - uśmiecha się do siebie. - Ale wszystko ma swoje konsekwencje, wiesz? Kiedy jesteś już, tam na górze, wszystko dzieje się szybko. Kręci się wokół ciebie. A kiedy przestaje... brakuje ci tego. Mimo, że było to męczące, że nie mogłeś wyjść z domu, że musiałeś wstawać wcześnie na próby, rozdawać trylion autografów, i tak brakuje, jak dragów ćpunowi. Zastanawiasz się, co zrobić, żeby to wszystko wróciło. Zachodzi zjawisko równi pochyłej. Robisz pod publikę, po drodze gubiąc siebie. W skrócie to najchujowsze gówno w jakie można wdepnąć, ale kiedy na koncertach tysiące lasek krzyczy twoje imię, to lepsze niż jakikolwiek orgazm. 
   Sierra wybucha śmiechem. Chwilę potem dołącza do niej Harry. 

***
- Moi rodzice są dzisiaj za miastem. - szepcze Sierra i wbija palce w klapy czarnej wiatrówki Harry'ego, przyciągając go tym samym bliżej siebie. Musi zadrzeć głowę, by mieć kontakt wzrokowy z wysokim brunetem. 
- To jakiś podtekst, żeby zaciągnąć mnie do twojego łóżka? - pyta i wślizguje ręce pod jej sukienkę z logiem Iron Maiden. Oblewa ją dreszcz. Stoją na ganku jej domu. - Które bądź co bądź jest wygodne, ale...
- Wchodzisz czy nie? - śmieje się cicho, przerywając chłopakowi wywód. Ten tylko daje jej buziaka w sam środek ust i daje się prowadzić do środka.

***


- Że pastor jeszcze tego bydlaka nie znalazł. - gwiżdże z podziwu Harry, oglądając z każdej strony okazałych rozmiarów shishę. Sierrę bardzo bawi widok chłopaka odzianego w czarne potargane spodnie i koszulkę prezentującą jego imponującą kolekcję tatuaży, siedzącego po turecku na puchatym, różowym dywaniku.
   Wydaje dźwięk zadowolenia, kiedy wreszcie udaje jej się znaleźć paczuszkę pod wybitą deską podłogową.
   Kruszy w palcach tytoń i układa go w cybuchu. Harry bierze między dwa palce okazały sprasowany kwadracik i przygląda mu się uważnie. 
- Haszysz? Serio? - pyta lekko kpiącym tonem. 
- Zamknij się, nie mam nic lepszego. - mówi i wyciąga mu go z ręki. Nakłada na folię węgielek i rozpala go. Harry w międzyczasie podłącza wąż. 
- Panie mają pierwszeństwo. - mówi i podaje dziewczynie rączkę. Bierze lufkę do ust i zaciąga się mocno.        Dym prześlizguje się przez gardło, zostawiając po sobie drapiący ślad. W ustach czuje smak wiśniowej melasy i tytoniu. 
  Lecz najlepsze jest, kiedy dym dociera do płuc i przyjemnie je pieści. Ogarnia cię wtedy... spokój. Potem czuć pierwsze uderzenia w głowę. Lekkie zawroty, a do tego wszystkie krawędzie wydają się takie wyraźne i ostre... 
  Po kilku buchach, konkursie na kółeczka z dymu, obydwoje są już na niezłej fazie. Śmieją się bez powodu, rozmawiają na "życiowe" tematy i bawią swoimi dłońmi. 
  Nagle Sierra czuje palące ją od środka pragnienie, lepsze od najmocniejszego towaru. Niekontrolowane pragnienie, aby Harry ją dotykał, by dał się jej poczuć w całej okazałości. Sierra pociąga go w górę i praktycznie od razu popycha zaskoczonego Styles'a, na ścianę. Oczy Harry'ego rozbłyskują pożądaniem. Sierra oblizuje spiekłe usta.
- Jesteś mój - mówi. Jego duże dłonie łapią ją za tyłek i przerzucają tak, że teraz ona jest przytwierdzona do chłodnej ściany. 
- Jestem? - pyta zadziornie i wpija jej się w usta. Smakuje dymem, wiśnią i po prostu Harry'm. To znaczy dziwną mieszanką mięty i ... seksu. Jego język wsuwa się w jej usta. 
  Pożądanie pali ją jak głód. Bo to jest głód. Głód poczucia Harry'ego. 
   Harry zjeżdża wargami do jej szyi, zasysając i podgryzając wrażliwą skórę.
   Do jej nozdrzy dochodzi zapach ciężkich perfum Harry'ego. Sprawiają, że czuje się pijana, zawroty głowy nie odstępują jej ani na chwilę. A może to ten hasz? 
   Jego ręka wędruje wzdłuż jej kręgosłupa, przyprawiając Sierrę o słodki dreszcz. Delikatnie, acz stanowczo łapie ją za kark i odchyla do tyłu. Sierra trzyma podbródek zadarty wysoko do góry, prosząc o więcej. Drga, kiedy Harry muska językiem zarys jej obojczyka. Chłopak zaciska dłonie na jej pośladkach i unosi do góry, z łatwością sadzając na biurku, ani na chwilę nie odrywając warg od rozgrzanej skóry. Wie, że może robić to, na co tylko przyjdzie mu ochota. Sierra upaja się, wręcz uwielbia to tracenie kontroli Harry'ego. Wsuwa dłonie w jego włosy i ciągnie, wywołując u bruneta ciche pomruki.
- W tym momencie marzę, żeby cię przelecieć, Sierro. - Dziewczyna czuje falę gorąca. Głos Harry'ego jest głęboki i zachrypnięty.
- W takim razie zrób to. - dyszy. Szmaragdowe oczy błyszczą niezdrowymi iskierkami. Nie trzeba mu dwa razy powtarzać, momentalnie wpija usta w zagłębienie u nasady mostka. By ułatwić sobie dostęp do ciała dziewczyny, błądzi ręką w poszukiwaniu metalowego zapięcia sukienki. W końcu dociera do niego i zsuwa powoli szeleszczący materiał z jej skóry.
- Muszę cię o czymś uświadomić, Sierro. - uwielbia sposób w jaki akcentuje jej imię.
- Hm? - pyta z przymkniętymi oczami, rozkoszując się wzorami, jakie wykonuje Harry palcami na jej brzuchu.
- Nie jestem grzecznym chłopcem. - szepcze wprost do jej ucha. - Nie obiecuję też, że będę delikatny.
   Sierra rozchyla powieki i przełyka głośno ślinę. Harry zsuwa dłonie niżej.
- Dalej - wyksztusza, kiedy chłopak haczy palcem o gumkę jej koronkowej bielizny. 

   Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni. 
- Eric-Emmanuel Schmitt

___________________________________
Cześć Robaczki! Dodaję wcześniej, bo... bo nie umiałam się doczekać!
U mnie powódź, szkoła odwołana, także niemiłosiernie się nudzęęęę
Trochę się nam rozgadał pan Styles w tym rozdziale, co?

Żeby nie było nieporozumień:
1. Retrospekcja na początku rozdziału, dotyczy oczywiście rozmowy Harry'ego z doktorem z rozdziału VIII. 
2. Hope jest w hospicjum. Poza rodziną nikt nie może jej tam odwiedzać, a jak wiemy z VIII ona takowej nie posiada. Harry może ją odwiedzać ze względu na jej stan i "wkupienie się" we względy szpitala. 

To tak, bo wiem, że często mieszam i ciężko się połapać :D

CZYTASZ =  KOMENTUJESZ

   Zdradzę wam, że następny rozdział będzie już o koncercie. Mój zeszycik z pomysłami podpowiada mi, że zostało mi do zrealizowania mniej więcej pięć wątków (wątków, NIE rozdziałów), zobaczymy jak to będzie. 
   Faza trzecia: kłamstwa, powinna pojawić się już w wakacje(?), będziecie ze mną? Czy macie dość Sierry, Harry'ego i reszty zgrai? xxx

Cinna

Mój twitter został zablokowany! Wie ktoś, co z tym zrobić?! 

16 komentarzy:

  1. HIERRA FOREVER! WSPANIALY ROZDZIAŁ I TYLE MOJEGO ULUBIONEGO PARINGU! ORGAZZZZZZZZZZZZM <33333
    CIESZĘ SIĘ, SERIO... :*
    DZIĘKUJĘ, ŻE PISZESZ I MIMO, ŻE W WAKACJE BĘDĘ ZA GRANICĄ TO ZAMIERZAM CODZIENNIE PODPINAC SIĘ WI-FI, ŻEBY SPRAWDZIĆ, CZY DODAŁAŚ ROZDZIAŁ BEJB!
    POZDRAWIAM, SRY ZA CL I MIŁYCH WAKACJI
    L.

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże Boże! No to tak. Z jednej strony bardzo się cieszę że w końcu Sierra dopięła swojego w związku z Harry'm i powiązanym łóżkiem, cieszę się że pokazuje też trochę wcześniejszą twarz, ale z drugiej strony mogła by ją spotkać jakaś krzywda. Jestem okrutna i wiem o tym. Co do wakacji i twoim pomyśle na fazę III już nie mogę się doczekać. Więcej Louisa! :D Pozdrawiam i weny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój...o...lol...
    Biedna Hope! I koncert...mam nadzieję że pójdzie. Cieszę się też, że szpital nie pozwał Hazzy.
    I "zwiedzanie kościoła" xD
    Uwielbiam Hierrę <3
    I..."słabe" narkortki jednak coś dają :)
    Rozdział faktycznie zaje*isty i nie dziwię się, że nie mogłaś się doczekać aż go wstawisz :33
    Maja :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, świetny, świetny, świetny
    To rzeczywiście nie cukierkowa opowieść i dobrze! To dodaje uroku i indywidualności tej historii.
    Dziś tu wpadałam i w najbliższym czasie mam zamiar nadrobić zaległości
    Kocham <3

    Tymczasem zapraszam do mnie
    Szukam czytelników
    http://pfilialove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Hierry nigdy dość! Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. przeczytałam dzisiaj cały blog i nie żałuję.kocham,kocham i kocham.
    genialnie piszesz,masz wielki talent!
    czekam na nowy rozdział,pisz szybko :3
    ZAPRASZAM DO MNIE: http://life-is-not-that-easy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Suuper piiszesz.

    Rozdziała jak zawsze genialny, a nawet lepiej.
    Idealnie dobrane piosenki. I w ogóle wszystko idealnie dobrane.


    Hierra - uwieelbiam <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  8. super rozdział!
    scena w kościele jest bardzo podobna do tej z "Wybranych" :)
    czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  9. Ty się mnie pytasz, czy mam ich dosyć?! Chyba nigdy to się nie stanie, więc możesz być pewna, że na pewno będę czytać :)))
    Uhuhu dzieję się :D
    Niegrzeczni obmacują się w kościele! xd
    Tak w ogóle to biedna Hope...
    Zapraszam do mnie:
    your-last-first-kiss-1dstory.blogspot.com
    pleaseloveme-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny , czekam na kolejny // Niall4ever xox

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak to znowu ja, Laska Która Zamiast Czytać I Orgazmować Doszukuje Się Nawiązań Do Książek xD
    Tym razem znowu znalazłam fragment, niestety nie pamiętam z jakiej książki :D
    "Więc nie wódź mnie na pokuszenie.
    Okej, jeśli tylko zbawisz mnie ode złego."
    :D
    boże, serio jestem nienormalna O.o
    Znaczy to żadna nowość ale xD
    Boże, tak bardzo Hierry i tak bardzo żal mi Hope :c
    aż ię serce kraje, a ona swoim podejścue do choroby przypomina mi trochę Oskara z książki "Oskar i Pani Róża" :D
    Nie to żeby coś, mówię to ot tak, ale zauważyłam, że bardzo inspirujesz się ksiażkami, i wychodzi to świetnie ^^
    No nic, zamykam swoją głupią, trajkoczącą paszczę i czytam dalej :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahahahah, żal mi siebie samej, jezu xD
    chciałam czytav dalej, patrze, a tu taki chuj :D
    No nic, pozostaje mi tylko czekać na kolejne <3
    Jak już dodasz, to czy mogłabyś powiadomić na tt? PROSZĘ? XD
    @luvmymomsen
    Powiem ci tyllo, że masz przerąbane ze mną :D
    jestem BAAARDZO gorliwą czytelniczką i będę cię pytać o kolejny rozdział ALL THE TIME :D
    Zapytaj Matyldy, ona nazywa mnie "czytelniczką o zapędach morderczych" także ten :D
    Życzę i weny i NIECIERPLIWIE CZEKAM NA NEXT XD


    ps. sory za ten Caps Lock i wgl ale jestem BARDZO podjarana xD prawie jak Hierra po haszu hahah xD
    kocham cię za to opowiadanie xx

    OdpowiedzUsuń
  14. NIEE NIE MAMY DOŚĆ! Mam nadzieję, że dokończysz tą ostatnią cudowną scene, w kolejnym rozdziale! Chcemy wszyscy wiedzieć jaki to nasz Harold jest niegrzeczny! haha. kocham to naprawdę kocham! ubóstwiam Twój talent<3 weny!:*

    OdpowiedzUsuń
  15. przepraszam, że nie komentowałam, ale miałam małe problemy zdrowotne... ale powiem Ci... nie, nie powiem. brak mi słów. za nic w świecie nie oddam tego, co mam w głowie po przeczytaniu tych rozdziałów... jestem zmieszana...
    Twoje opowiadanie jest tak świetne, że... wooooow. bohaterowie są tacy realistyczni, nieidealni... nawet nie wiesz jak mi się to podoba. a Harry.? Harry jest świetny.! nie tak jak w innych opowiadaniach - albo drań, albo wielki romantyk. u Ciebie jest coś pomiędzy. taka idealna mieszanka, w której spokojnie mogłabym się zakochać :). ale i tak już za późno... zakochałam się w tym opowiadaniu. jest świetne :). w owym momencie zdecydowanie jest u mnie na pierwszym miejscu :).
    więc... pisz szybko następny :)
    buziaki xx.

    http://boy-from-bakery.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń